Spacerem po Warszawie I

Za nami prawie połowa wakacji, a więc zamiast siedzieć w mieszkaniu i gotować proponuję wam wyjście i jedzenie poza domem. Tak, blogerzy kulinarni nie siedzą non stop w kuchni. Szukam inspiracji, próbuję nowych smaków i cieszę się gdy choć raz to ktoś przynosi mi jedzenie a nie odwrotnie. Dzisiaj opowiem wam o kilku miejscach, które ostatnio odwiedziłam, będą to lokale warszawskie. Nie martwcie się, każdy znajdzie tu coś dla siebie. Kolejność opisów raczej przypadkowa.

Okienko, Polna 22

Swego czasu zaglądałam do dziewczyn naprawdę często. Ostatnio odwiedziłam okienko po dłuższej przerwie i zostałam miło zaskoczona. Na zewnątrz ustawiono stoliki i w końcu jest gdzie usiąść oczekując na rożek z frytkami. Są też stojaki na rożki jeśli zdecydujecie się zjeść na miejscu. To rozwiązuje podstawowy problem gdy zamawiając frytki i sos brakowało mi trzeciej ręki do jedzenia 😀 Ceny nie są wygórowane – idealne dla studentówPolecam bo frytki są naprawdę wyśmienite, a wybór smaków sosów jak zwykle szeroki. Najważniejsze, że sosy przygotowywane są na miejscu i codziennie możecie trafić na inne smaki. Gdzie jeszcze zjecie frytki z sosem fistaszkowym?

Zdjęcie wykorzystane dzięki uprzejmości OKIENKA

Izumi Sushi, Biały Kamień 4

To restauracja, która zdecydowanie zrobi na was wrażenie. Idealna na randkę lub elegancką kolację. Sam wystrój restauracji jest tu chyba czymś najbardziej niezwykłym. Jedzenie sushi w otoczeniu 100-letnich palm robi wrażenie. Otwarta w 2009 roku w mokotowskiej palmiarni restauracja była drugą restauracją sieci Izumi Sushi w Warszawie, a jednocześnie największą w Polsce. Już rok po otwarciu zdobyła 1. miejsce na I Ogólnopolskim Festiwalu Sushi w kategorii najlepszej restauracji

. Powiem wam z czystym sumieniem, że to w pełni zasłużona nagroda. Oczekując na zamówienie otrzymaliśmy ryżowe chrupki. Do samego sushi dostaliśmy oczywiście nawilżone ręczniki do wytarcia dłoni. Skupiając się jednak na jedzeniu mogę śmiało stwierdzić, że było to najlepsze sushi jakie do tej pory jadłam. Jak się zapewne domyślacie ceny nie są najniższe, ale zapewniam was, że nie pożałujecie wydanych pieniędzy. Jak najbardziej polecam.

IMG_0839

Zestaw zamówiony przez nas w Izumi Sushi

 

 

Mizumi Sushi, Jana Kasprowicza 119

To otwarty całkiem niedawno lokal na Młocinach. Nowoczesny wystrój, kucharze przygotowujący sushi ‚na widoku’ – zapowiada się obiecująco. Lokal nie jest zbyt duży, ale gdy byliśmy – był prawie pusty, więc nie stanowiło to problemu. To właśnie tu po raz pierwszy spróbowaliśmy mango sake yaki – a więc sushi owiniętego w plastry mango. Rewelacja! Tutaj też pierwszy raz jadłam maki tempurze, a więc smażone w przepysznej panierce. Ceny niższe niż w Izumi Sushi, a więc idealne na popołudnie ze znajomymi.

Zdjęcie wykorzystane dzięki uprzejmości Mizumi Sushi

 

Meat Love, Hoża 62

O barze Agnieszki Wiewiórskiej i Kamila Prandota-Prandeckiego usłyszałam od nich samych na Food Bloger Fest. I przez cały rok planowałam w końcu się do nich wybrać i zjeść tak zachwalaną wieprzowinę. Udało się. Podają tu naprawdę niesamowite kanapki, będące idealną odskocznią od powstających jak grzyby po deszczu burgerowniach. Pieczona 9 godzin wieprzowina, podana w towarzystwie konfitury z czerwonej cebuli. Przyznam jednak szczerze, że kanapka którą zamówił Adam smakowała mi bardziej – z autorskim sosem BBQ i ogórkiem konserwowym. Do picia wybraliśmy lekko gazowany napój z Yerba Mate. Smak na pewno nas zaskoczył, ponieważ nigdy nie piłam ziołowej oranżady. Wystrój klimatyczny, jak to w barach Slow Food. Fajnie, że można usiąść na dworze, ale gdy akurat byliśmy – Hożą sunął się długi sznur samochodów. Postanowiliśmy więc zjeść na dole z dala od zapachu i dźwięku warszawskich korków . Na pewno wybierzemy się tam jeszcze by spróbować Porchetty i bekonowych lodów!

Zdjęcie wykorzystano dzięki uprzejmości Meat Love. Food styling: Agnieszka Wiewiórska, fot.: Karolina Wiercigroch.

 

Burrito Boys, Wolska 50a

To miejsce ma swój klimat. Meksykańska restauracja mieści się na warszawskiej Woli w dość niepozornym miejscu i z początku mieliśmy problem z jej znalezieniem. Wystrój iście meksykański, miejsca niewiele, ale tłumów nie było. A szkoda, bo zamówione przez nas jedzenie było naprawdę pyszne. Wybraliśmy burrito i quesadille, oba dania z wołowiną i oba średnio pikantne. Szczerze powiedziawszy mogliśmy wziąć ostrzejsze, bo średnie nie było takie ostre jak się spodziewaliśmy. Quesadilla podana była z trzema sosami – delikatną pomidorową salsą, śmietaną i przepysznym kremowym guacamole. Najlepszy w zamówionym jedzeniu był ser. Kremowy, a do tego ciągnący się wręcz idealnie. Po prostu najlepszy!

IMG_1336

Zamówiona przeze mnie quesadilla

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *