Góry, Słowacja – powtórka z rozrywki

IMG_1129Ostatni tydzień spędziłam na południu Polski. Mimo deszczowej pogody, udało nam się pochodzić po górach. W Krynicy Zdrój i okolicy jest naprawdę dużo miejsc wartych odwiedzenia. W samej Krynicy polecam wjazd najstarszą kolejką na szczyt Góry Parkowej. Schodząc w dół warto odwiedzić pijalnię wody, woda Zuber i Tadeusz są naprawdę ciekawe w smaku 😀 Wzdłuż deptaku płynie strumyk, który w te deszczowe dni zmienił się w rwący potok.
W pobliskim Tyliczu warto obejrzeć starą golgotę na wzgórzu. Same spacery po miasteczku mają swój urok! Około dwudziestu kilometrów od Krynicy, po słowackiej stronie znajduje się małe miasteczko Bardejov. Ma piękny rynek otoczony zabytkowymi kamienicami. W miasteczku znajduje się także zabytkowa Droga Krzyżowa biegnąca przez las. Wspięcie się na jej szczyt zajęło nam trochę czasu i energii, ale widoki na samej górze wynagrodziły całe zmęczenie!

IMG_1001
Znacie mnie i wiecie, że największą uwagę przykładałam do jedzenia. W Krynicy odwiedziłam restaurację, którą zachwycałam się dwa lata temu. Hydropatia przekształciła się w Cristal Patio i nie serwowali już tych pysznych czekoladowych ciast. Zamówiłam więc ciepłą szarlotkę z waniliowymi lodami. Kawałek ciasta był naprawdę sporych rozmiarów. Cała porcja kosztowała 13 złotych co wydaje mi się nie wygórowaną ceną. Obowiązkowym miejscem w Krynicy jest też lodziarnia, gdzie za 2,50 można kupić naprawdę dużą porcję autorskich lodów w rożku. Wybór smaków jest niewielki, ale uwierzcie mi – są przepyszne.

IMG_0994W Tyliczu jadłam obiad. Karczek z grilla był wyśmienity! Żurek był podany z jajkiem i kiełbasą, ale mógłby być odrobinę bardziej kwaśny. Mała porcja frytek wystarczyła spokojnie na dwie osoby. Ceny zamówionych przez nas potraw nie były wygórowane. Za cały opisany obiad zapłaciłabym około 25 zł. Wystrój Wiejskiej Chaty był utrzymany w góralskim klimacie: drewniane ławy, ogień w kominku. Gdyby nie nadmiar ozdób w różnym stylu to byłoby naprawdę super. Ciekawym akcentem były naczynia z nazwą miejscowości i restauracji.

IMG_0991Nie zabrakło również zakupów na Słowacji. Kupiłam same słodycze i napoje, które w Polsce są raczej nie spotykane. Pamiętajcie, że będąc na Słowacji należy wypić piwo Bażant i zjeść czekoladę Orion! Razem z dziewczynami kupiłyśmy głównie czekolady firmy Orion. Warstwowe Studentskie z białej i mlecznej czekolady nadziewane bakaliami, kremowe o smaku wanilii i czarnego bzu, mleczne o smaku orzechów w karmelu oraz pralinki z rumem. Kupiliśmy także mini porcje czekoladowych ciastek z Milki. Dziś widziałam już takie w Tesco podpisane jako nowość.

IMG_1133

Nasze plecaki wypakowane były po brzegi batonikami. Margot firmy Orion zrobione były z wiórek kokosowych oblanych czekoladą. Baton Deli smakował jak coś w rodzaju znanych nam MilkyWay. Według opakowania był o smaku pistacji, jednak z pistacją łączył go jedynie kolor nadzienia. Batony Nature to musli w jogurcie. Wzięłam je jedynie ze względu na smak: borówki i aronii. Firma Orion produkuje także pianki owocowe w czekoladzie. I o ile banany w czekoladzie są już w Polsce znane o tyle truskawek w tej formie jeszcze nie widziałam. Niestety nie jest to najzdrowsza przekąska. Według informacji zawartej na opakowaniu – 50% batonika to cukier. Tak samo jak Sojove Rezy o smaku żurawinowym. Ten batonik stał się zagadką. Nadal nie wiem do czego go porównać bo nigdy czegoś takiego nie jadłam. Nie powiedziałabym też, że przypadł mi do gustu. Ot, coś innego. Warte spróbowania. Batoniki Alaska to według rysunku na opakowaniu mini rurki z kremem. W rezultacie okazało się, że są to znane wszystkim chrupki kukurydziane nadziewane kremem śmietankowym. Wszystkie te batoniki kosztowały około 30 centów. Najdroższy był batonik energetyczny o smaku nasion konopi. Kosztował prawie 1 euro, ale sądzę, że tego smaku szybko w naszym kraju nie zobaczymy. Na Słowacji nie były to jedyne produkty o takim smaku. Były także napoje energetyczne. W składzie batonów nasiona konopi zajmują dalekie miejsce i według producenta jest ich około 5%, natomiast w składzie napoju energetycznego ta wartość wynosi 0,0067%.

IMG_1132Do koszyka wrzuciłam także oranżadki w proszku o różnych smakach. Kosztowały jedynie 5 centów i nie jest może to nic rewelacyjnego, ale dawno nie widziałam takich oranżadek, a kojarzyły mi się z dzieciństwem. Standardowym smakiem była oczywiście limonka. Większość słodyczy na Słowacji jest dostępna w tym smaku, to chyba ich ulubiony! Tak jak dwa lata temu, tak i tym razem, bagażnik został załadowany Złotym Bażantem i Kofolą. W drodze piłam waniliową, której nie widziałam wtedy i powiem, że smakuje mi bardziej niż oryginalna CocaCola o smaku wanilii.

IMG_1097Po kolejnej wizycie na Słowacji jedynie utwierdzam się w przekonaniu, że jest to jedno z moich ulubionych państw!

IMG_1221

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *