Gdańsk – morze możliwości

Dziś opowiem wam o weekendowej wycieczce do ulubionego miasta mojej mamy – Gdańska. Większość wakacyjnych wspomnień z rodzinnych wyjazdów mam także z Gdańska. Jak np. to kiedy byliśmy całą rodziną w Pradze w Czechach i w drodze powrotnej rodzice postanowili, że odwiedzimy jeszcze Gdańsk! A pochodzimy ze wschodu Polski, więc niekoniecznie było to po drodze do domu.

gda

Neptun. Zdjęcie autorstwa mojej siostry. Wpadnijcie na jej IG.

Oboje z Łukaszem pracujemy, więc nasze weekendowe wycieczki ograniczone są do dwóch dni, ale spokojnie! W te dwa dni można naprawdę dużo zjeść i zwiedzić. Wyjechaliśmy w sobotę rano z Warszawy. Jeśli wybieracie się w podróż pociągiem (i nie jest to pendolino) to radzę wam kupić bilety już jakiś tydzień, dwa, wcześniej. Nie spodziewaliśmy się, że w sobotni poranek na peronie będzie czekało aż tyle osób! Prognozy zapowiadały weekend z lekkim deszczem, dlatego też ubrani w kurtki z kapturami oraz z naszym bagażem na plecach jechaliśmy z nadzieją na chociaż odrobinę słońca.

image1

Gdańsk w obiektywie Weroniki.

Pogoda pierwszego dnia była rewelacyjna! Spacerowaliśmy po Gdańsku rozkoszując się ciepłym powietrzem. Po podróży pociągiem, mieliśmy ochotę na dobre śniadanie. Tego dnia, w pobliżu Stadionu Energa, odbywał się zlot foodtrucków. Nie mogło nas tam zabraknąć. Zamówiłam sobie pierożki z nadzieniem mięsno krewetkowym w Tsongkha Momo. Były mega soczyste i delikatne. Jedynym minusem był sposób ich podania – na papierowym talerzyku. Do tej pory we wszystkich innych foodtruckach z pierożkami dostawałam je na bambusowym talerzu z pokrywką. Łukasz zamówił sobie ramen z wołowiną w Akita Ramen, który także był bardzo dobry. Miał wiele dodatków, od glonów nori przez sezam, aż po świeży szpinak.

BED251D3-2CAE-49E6-B604-819FE0400443

Zlot Foodtrucków. Na dole po lewej – pierożki, po prawej – ramen.

Po takim posiłku, pełni sił, udaliśmy się do Europejskiego Centrum Solidarności. Naszym celem pierwotnie było nowo otwarte Muzeum II Wojny Światowej. Jednak bilety do niego trzeba rezerwować z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem! Mimo to, nie żałujemy pójścia do Centrum Solidarności, które mieści się na terenie dawnej stoczni. W miejscu, którym zaczęły się przemiany naszego kraju oraz całej Europy. Muzeum jest bardzo nowoczesne i jest perełką zarówno historyczną, jak i architektoniczną. Dodatkowo w sobotę wstęp był za pół ceny, a każdy zwiedzający dostawał audio przewodnika, który opowiadał o eksponatach znajdujących się w salach. Obojgu nam najbardziej spodobała się sala, w której cała ściana składała się z białych i czerwonych karteczek. Karteczki układały się w napis „Solidarność”. Odwiedzający Centrum mogą powiesić swoje karteczki z krótkimi liścikami napisanymi pod wpływem emocji, jakie wywołała na nich wystawa. Znajdziecie tu karteczki z liścikami od osób z całego świata!

IMG_0873

Napis „Solidarność” utworzony z karteczek zostawianych przez odwiedzających Centrum.

IMG_0875

Wnętrza Centrum Solidarności robią niesamowite wrażenie.

Następnie spacerem udaliśmy się w stronę zabytkowej części Gdańska. Przeszliśmy przez bramę Wyżynną, odwiedziliśmy Neptuna i pooglądaliśmy wszystkie piękne bursztyny na wystawach przed sklepami. Zaraz za pomnikiem Neptuna znaleźliśmy wejście do Dworu Artusa. Dwór Artusa składa się z jednej, bardzo przestronnej sali z pięknymi zdobieniami i obrazami. Z obrazów wystają sylwetki jeleni, a pod sufitem podwieszone są modele okrętów.

IMG_0879

Wnętrze dworu Artusa.

Weszliśmy także na taras widokowy znajdujący się na najwyższej wieży Kościoła Mariackiego. Przyznam wam szczerze, że widoki z góry wynagradzają ‘spacerek’ po ponad 400 schodach w górę. Początkowe schodki prowadzą wąskimi korytarzami w grubych murach. Później wspinaliśmy się po schodach znajdujących się wzdłuż wewnętrznych ścian wieży. Sam kościół także jest wart uwagi. Znajduje się w nim zegar, który powstawał około 7 lat! Wybija on kwadranse i godziny, wskazuje fazy księżyca i znaki zodiaku. Posiada także kalendarium – wypisane litery i cyfry, które osobie zaznajomionej z tym mechanizmem, pozwalają na odczytanie dat postów, świąt czy sposobów prowadzenia liturgii. Obok kościoła znajduje się przepiękny dziedziniec. Tym razem niestety nie udało nam się wejść i go zobaczyć, ponieważ w budynku naokoło trwa remont. Mam nadzieję, że niedługo się to zmieni i wy także będziecie mogli odwiedzić to miejsce.

IMG_0889

Zegar w kościele Mariackim.

IMG_0886

Widok na miasto z wieży Kościoła Mariackiego.

Obok Kościoła znajduje się najpiękniejsza moim zdaniem uliczka w Gdańsku – ulica Mariacka. Możecie podziwiać tu przepiękne budynki z jeszcze piękniejszymi balustradami i zdobieniami schodów. Idąc tą uliczką doszliśmy do Motławy. Tutaj zwróćcie uwagę na statki, budynek filharmonii oraz Żurawia, charakterystyczny element miasta nad Motławą.

IMG_0902

Jedna z piękniejszych ulic Gdańska – ulica Mariacka.

Od tych wszystkich spacerów poważnie zgłodnieliśmy. Zdecydowaliśmy się jednak na polską klasykę, a więc obiad w barze mlecznym. I to nie byle jakim, bo turystycznym. Kolejka zazwyczaj sięga tu do drzwi. Tak było i tym razem. Zamówiliśmy tradycyjny polski obiad, a więc schabowego z buraczkami i ziemniaczkami oraz pierś z kurczaka z surówką. Po obiedzie przeszliśmy się jeszcze raz wszystkimi pięknymi uliczkami starego miasta. Całkiem przypadkiem natrafiliśmy na Oddział Muzeum Archeologicznego znajdujący się na Placu Dominikańskim. Mała, niepozorna budka na powierzchni placu kryje schody do Piwnicy Romańskiej. Wirtualny przewodnik oprowadził nas po pozostałościach po klasztorze, a także po ossuarium, miejscu, w którym składowano niegdyś kości zmarłych. Wejście do piwnicy kosztuje kilka złotych, samo zwiedzanie zajmuje około 30-45 minut, ale naprawdę polecamy wam to miejsce!

image2

Gdańsk w obiektywie Weroniki.

Wieczór spędziliśmy w gronie rodziny, którą odwiedzam z każdą wizytą w Trójmieście. Dzięki ich uprzejmości, nie szukaliśmy tym razem żadnych noclegów. Niedzielny poranek zapowiadał się mgliście i pochmurnie. Kolejką dostaliśmy się z Gdańska do Sopotu. W Sopocie od razu ruszyliśmy w stronę morza. Mgła była jednak tak duża, że ledwie widzieliśmy siebie, wodę i molo. Woda była wyjątkowo spokojna, a dno nienaruszone jeszcze przez kąpiących się turystów. Mimo, że morze było tego dnia wręcz lodowate – i tak zamoczyliśmy chociaż stópki. Tak oto, boso, w prawie zimowych kurtach i kapturach ruszyliśmy spacerem w stronę Sopockiego Molo.

s

Mglisty początek dnia w Sopocie.

Mgła powoli opadała, wychodziło słońce. Na samym końcu Molo zatrzymaliśmy się na ciastko i ciepłą herbatę. Chcieliśmy się także wybrać do Tawerny Rybaki usytuowanej na plaży pomiędzy Sopotem, a Gdynią, jednak nie starczyłoby nam czasu. Gdybyście mieli go więcej niż my to polecamy wam to miejsce oraz pyszną zupę rybną! My jednak udaliśmy się na ulicę Bohaterów Monte Casino. Jest to główny deptak Sopotu potocznie zwany Monciakiem. To na nim możecie podziwiać i kupować obrazy, ręcznie robione biżuterie, czy wszelkiego rodzaju pamiątki. Pod numerem 53 znajduje się krzywy domek. Budowla o bardzo ciekawym, powykręcanym kształcie powstała w 2003 roku. W planach mieliśmy także wejście na latarnię morską znajdującą się tuż obok Molo, jednak duża mgła przeszkodziłaby nam w podziwianiu panoramy Trójmiasta.

IMG_0950

Brownie zamówione w kawiarni na samym końcu sopockiego molo.

Z Sopotu, także kolejką, pojechaliśmy do Gdyni. Tutaj udaliśmy się na spacer skwerem Kościuszki, a następnie Nadbrzeżem, aż do samego morza. W jednym z zacumowanych przy brzegu statku zjedliśmy obiad – smażoną rybę z frytkami. Obiad na statku w wietrzny dzień skończył się dla nas przeziębieniem, ale i tak było warto. Na nadbrzeżu znajduje się także Oceanarium, jednak z uwagi na to, że byliśmy tam już nie raz – zrezygnowaliśmy ze wstępu. Podziwialiśmy za to statki m.in. Dar Pomorza oraz ORP „Błyskawica” na pokładzie których znajdują się także muzea.

IMG_1008

Smażona ryba i frytki zjedzona na statku w Gdyni.

IMG_1019

Dar Pomorza, Gdynia.

W Gdyni warty uwagi jest także klif Orłowski znajdujący się w granicach dzielnicy Redłowo. Jest to stromy morski brzeg, który można podziwiać zarówno spacerując dołem, po plaży, jak i górą, szczytem skarpy. Kończąc nasz weekend w Trójmieście zahaczyliśmy jeszcze o restaurację Trafik, gdzie napiliśmy się ciepłej herbaty oraz zjedliśmy tartę szpinakową. Po tych wszystkich spacerach porządnie zmarzliśmy.

IMG_1032

Tarta szpinakowa w Trafiku, Gdynia.

Naprawdę dobrze było odwiedzić Trójmiasto poza wakacyjnym sezonem. Gdy lodowata woda jest jeszcze nie zmącona i wyrzuca na brzeg mnóstwo białych muszelek. Samo Trójmiasto oferuje znacznie więcej atrakcji i dwa dni to zdecydowanie za mało na zobaczenie wszystkiego. Wiemy jednak, że na pewno jeszcze nie raz tam wrócimy i musimy zostawić sobie coś na później.
A was jak zwykle zostawiam z naszą mapką „co zobaczyć, gdzie zjeść” – Mapka.

image3

Klif Orłowski w obiektywie Weroniki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *