Azjatycki tydzień, czyli obiad w Ramen Girl

W ramach azjatyckiego tygodnia wybraliśmy się na obiad do restauracji Ramen Girl. Z zewnątrz niepozorny lokal, w którym spróbowaliśmy niezwykłych połączeń i całkiem nowych smaków. Samo miejsce urzekło mnie przede wszystkim otwartą kuchnią. Jednak sam wystrój można by było jeszcze dopracować. Nie mniej jednak jedzenie było wyśmienite.

IMG_0154

Jako przystawkę otrzymaliśmy gęsie pipki. Spieszę z wyjaśnieniem. Gęsie pipki to nic innego jak żołądki tych (jak uważam) zapomnianych w dzisiejszej kuchni ptaków. Mięso było bardzo delikatne. Podane w sosie demi glace z (uwaga) pop cornem. Tak, to białe na zdjęciu to pop corn.

IMG_0150

Danie główne to czarny ramen. Jest to japońska zupa, coś na kształt naszego rosołu. Wywar z mięs i glonów. Swój kolor zawdzięcza sepii. Ramen podano nam z alkalicznym makaronem oraz licznymi dodatkami. Można w nim znaleźć wieprzowinę, taró z czarnego czosnku, szpik, sezam lub buraki. Sporym wyzwaniem było jedzenie zupy pałeczkami. Nie jesteśmy laikami w tym temacie i podczas jedzenia sushi nie mamy problemów, jednak łapanie makaronu pałeczkami sprawiało nam momentami trudność. Ramen polecam wszystkim. Słodycz zupy przełamywana jest słonym smakiem. Ciężko to wytłumaczyć, dlatego proponuję wam po prostu spróbować. Porcja jest spora i nie daliśmy rady zjeść całości (trzeba zostawić miejsce na deser).

IMG_0151

Deser. Przyznam szczerze, że znając wcześniej menu, najbardziej oczekiwałam właśnie deseru. Sami posłuchajcie „lody z kminku i czarnych porzeczek podane z liściem marynowanej czerwonej kapusty na koglu moglu”. Pomijając wielkość porcji. To połączenie jest idealne! Słono-kwaśna kapusta, słodki i jakże delikatny kogel mogel, a do tego moje ulubione lody porzeczkowe z dodatkiem kminku! Niebo w gębie.

IMG_0153

Menu układa Luiza Trisno. Możecie znać ją z TopChefa. Od razu można poczuć, że nie boi się łączyć smaków. Nawet takich, które z góry uznalibyśmy za „nie do połączenia”. To tylko potęguje zachwyt nad końcowym smakiem potraw. Wszystko jest tutaj wyważone. Delikatna przystawka. Dość duża porcja dania głównego. I wisienka na torcie. Deser, który sprawia, że chcesz wrócić po więcej. I jeśli kiedyś wrócę do Ramen Girl to na pewno skuszę się na stuletnie kacze jajo!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *